Europa rozczarowuje na mundialu


Przedstawiciele Starego Kontynentu nie dają argumentów na większą liczbę miejsca na mistrzostwach świata

18 czerwca 2026 Europa rozczarowuje na mundialu
IPA/SIPA USA/PressFocus

Kiedy FIFA ogłaszała powiększenie liczby uczestników mistrzostw świata, to podnosiło się wiele głosów przeciwko. A jak już te nieco ucichły, to pojawiły się inne mówiące, że Europa dostała za mało nowych miejsc. Pierwsze mecze mundialu w USA, Kanadzie i Meksyku pokazały, że przedstawiciele Starego Kontynentu wcale nie zasłużyli na większą pulę. Mówiąc kolokwialnie: Europa rozczarowuje na mundialu.


Udostępnij na Udostępnij na

Podczas mundialu w Katarze Europa miała 13 swoich przedstawicieli. Na Mistrzostwa Świata 2026 przewidziano rozszerzenie puli na 16 miejsc. To nie wszystkim się spodobało, bo uważano awans większej liczby reprezentantów Azji, Afryki czy Ameryki Północnej za obniżenie poziomu turnieju. Kiedy już przyszło co do czego i ruszyła rywalizacja, to wyszło na to, że ci krytykowani wyglądają naprawdę dobrze, a za to drużyny ze Starego Kontynentu zawodzą.

Wynik nie odzwierciedlał prawdy

Pośród drużyn uczestniczących w mistrzostwach świata jest kilka ekip z Europy, które uważane są za faworytów do końcowego triumfu: Francuzi, Niemcy, Hiszpanie, Portugalczycy i Anglicy. Niektórzy w swoich rankingach mogą podciągać Chorwatów, Belgów czy Holendrów. Groźni wydają się być Szwajcarzy, Turcy, Norwedzy. Z tej grupy na razie wyłączamy Anglię i Chorwację, które mierzyły się bezpośrednio ze sobą. Skupimy się na reszcie, a na początek bierzemy się za Niemców, Francuzów i Norwegów. Do tego grona dołożymy Szwedów i Austriaków, bo cała piątka w swoich pierwszych starciach wygrała wysoko. Nie znaczy to, że te zwycięstwa przykryły wszystkie niedociągnięcia.

Choć nasi Zachodni Sąsiedzi wygrali aż 7:1 z debiutującym Curacao, to nie można powiedzieć, że zagrali perfekcyjne zawody. Był moment, w którym Niemcy prowadzili 1:0, ale stracili koncentracji. To próbowali wykorzystać piłkarze z tego małego kraju, którzy chwilę postraszyli Manuela Neuera, aż zmusili go do wyciągnięcia piłki z siatki. To sprawiło, że czterokrotni mistrzowie świata musieli podkręcić obroty. Co prawda jeszcze przed przerwą udało im się ponownie wyjść na prowadzenie, ale nie było to takie łatwe zadanie. W drugiej połowie był już koncert tylko jednego zespołu, ale te niby nieliczące się Curacao pokazało, że nawet tak wielką drużynę, jaką są Niemcy, można postraszyć i strzelić im gola.

Dla wielu Francuzi są głównym faworytem do wygrania mistrzostw, a podczas swojego pierwszego spotkania mieli olbrzymie problemy przez pierwsze 45 minut w starciu z Senegalem. Mało tego, podopieczni Didiera Deschampsa powinni przegrywać do przerwy 0:1, bo „Lwy Terangi” groźnie atakowały, a w tuż po upływie 45. minuty kapitalną okazję zmarnował Ismaila Sarr. Dopiero druga połowa wybudziła wicemistrzów świata, a za sprawą Kyliana Mbappe wygrali 3:1. Choć pierwsza odsłona tego meczu pokazała, że da się stłamsić „Les Blues”.

Idąc dalej Norwegia i Austria wygrały swoje spotkania wysoko. Wynik poszedł w świat, ale kto oglądał spotkania europejskich ekip z kolejno Irakiem i Jordanią, ten wie, że przedstawicieli Azji potrafili sprawić wiele problemów swoim rywalom. W przypadku tych pierwszych groźnie się robiło przy dośrodkowaniach na pole karne, bo w powietrzu niezwykle groźny był Aymen Hussein. Z kolei debiutujący Jordańczycy potrafili na długo zamknąć Austriaków w okolicach bramki Alexandra Schlagera.

Jedyny wyjątek stanowi Szwecja, która swój mecz wygrała przekonująco i niewiele sobie robiła z ataków Tunezyjczyków. Jakby było mało, to przekonujące zwycięstwo ekipy ze Skandynawii sprawiło, że „Orły Kartaginy” po jednym meczu… zwolniły selekcjonera. I jeszcze Szkocja wygrała 1:0 z Haiti, a najbardziej zaskakuje to, że to ekipa ze strefy CONCACAF miała więcej strzałów i wcale nie musiała przegrać tego spotkania.

Europa na mundialu rozczarowuje

Niestety nie możemy zapomnieć o największych niespodziankach w tym turnieju, a miały one wspólny mianownik w postaci gry z jakimś przedstawicielem Starego Kontynentu. Bez wątpienia sensacją był remis Hiszpanii z Republiką Zielonego Przylądka. Chyba nikt na świecie nie obstawiał, że pierwsze 0:0 mundialu 2026 może paść właśnie w tym spotkaniu. Podczas niego przypomniały się stare demony „La Furia Roja”, które polegały na wiecznym podawaniu piłek bez efektów w postaci sytuacji bramkowych. Wiemy o tym, że jeszcze na 100% zdrowi nie byli Lamine Yamal i Nico Williams, ale bez tych dwóch graczy Hiszpanie nie przypominali drużyny, która dominowała na Euro 2024. Jakby było mało kamyczków, to przez cały spotkanie Kabowerdeńczycy popełnili tylko… jeden faul. To najlepiej pokazuje, jak debiutant czytał zamiary ofensywne mistrza Europy.

Kolejną ekipą, która waliła głową w mur, była Portugalia. Ona też sprawiła przykrą niespodziankę swoim kibicom w starciu z ekipą z Afryki. Początek w wykonaniu Portugalczyków był naprawdę dobry, a efektem było szybkie wyjście na prowadzenie. Tylko ten gol w zasadzie wyłączył zapędy Cristiano Ronaldo i jego kolegów, bo od tego momentu mecz siadł, a za to Demokratyczna Republika Konga zaczęła tworzyć swoje okazje i w końcu jedną z nich zamieniła na remis 1:1. W późniejszym etapie reprezentacja z Europy próbowała różnego rodzaju ataków, ale w zasadzie ani razu nie zmusiła bramkarza rywali do interwencji. Spodziewano się, że „Lamparty” mogą być trudniejszym rywalem, ale nie zakładano straty punktów Portugalczyków już w pierwszym spotkaniu mistrzostw.

Do niespodzianek trzeba dodać remis Belgii z Egiptem 1:1 oraz Holandii z Japonią 2:2. Choć w przypadku tego drugiego starcia, to było wiele głosów mówiących o dużych szansach Japończyków i to zobaczyliśmy w spotkaniu w Dallas. Jednak patrząc na mecz w Seattle, to raczej spodziewano się wygranej Belgów. A przez długi czas mieli oni duże problemy ze stworzeniem dobrej sytuacji strzeleckiej. Nieco odmieniło to wejście na boisko Romelu Lukaku, ale wystarczyło to tylko na wywalczenie remisu.

Większą niespodziankę mogliśmy zobaczyć na początku turnieju, kiedy to Szwajcarzy nieoczekiwanie zremisowali z Katarem 1:1. Helweci mieli dobry początek meczu, ale postawili wszystko na minimalną wygraną. To się zemściło tuż przed końcem meczu, bo Katarczycy wyrównali niemal w ostatniej akcji spotkania w San Francisco. Podobnie było z Bośniakami, których szybko strzelony gol „spowolnił” i też ukarał ich na minimalizm, bo zremisowali z Kanadyjczykami 1:1. Choć to gospodarze powinni skończyć ten mecz z kompletem punktów, patrząc na to, jak wyglądali na boisku w Toronto.

Na koniec trzeba wspomnieć o dwóch bolesnych porażkach ekip z Europy. Zaczniemy od Czechów, którzy nieco topornym stylem, bazującym na stałych fragmentach gry, chcieli pokonać Koreańczyków z Południa. Kolejny raz gra na minimalizm sprawiła, że przedstawiciel Starego Kontynentu poniósł porażkę. I to zasłużoną, bo czysto piłkarsko Korea Południowa była po prostu lepszą drużyną. I o sile ekip ze strefy azjatyckiej przekonali się Turcy, których niektórzy upatrywali w roli „czarnego konia”. Choć to piłkarze znad Bosforu prowadzili grę, kreowali więcej okazji strzeleckich, ale byli piekielnie nieskutecznie. Już na start mocno utrudnili sobie możliwość wyjścia z grupy, bo przegrali z Australią 0:2.

Złe przygotowanie czy zmęczenie materiału?

Mając za sobą 1. kolejkę mistrzostw świata 2026 można śmiało stwierdzić, że powiększenie liczby uczestników nie wpłynęło na jakość turnieju. Danie więcej miejsc tym teoretycznie słabszym rejonom świata wcale nie sprawiło, że pojawiło się więcej dostarczycieli punktów. Już teraz zachwycamy się tym, co pokazały takie zespoły jak Korea Południowa czy sami gospodarze. Chwalić trzeba Katar, Japonię, Egipt, Republikę Zielonego Przylądka oraz Demokratyczną Republikę Konga. Mimo porażek naprawdę niezłe wrażenie zostawiły Haiti, Jordania czy Irak.

Mistrzostwa świata po zmianach. Mundial zyskał, czy stracił?

Jak potrafimy docenić ekipy z innych kontynentów, to co się dzieje, że Europa na mundialu na start imprezy zostawia za sobą słabe wrażenia? A może my sami przeceniamy siłę ekip ze Starego Kontynentu? Najczęściej pojawia się opinia, że europejskie reprezentacje są po prostu zmęczone sezonem. Warto przypomnieć, że ci czołowi piłkarze prawie od dwóch lat nie mają dłuższej przerwy. Było Euro 2024, a rok później Klubowe Mistrzostwa Świata. Za każdym razem brakowało tak naprawdę dłuższego okresu na odpoczynek i regenerację.

Nie możemy w ten sposób usprawiedliwiać Europy. Dlaczego? A spójrzmy na kadry takich zespołów jak Korea Południowa, Japonia, Argentyna, Kanada czy Maroko. Chyba każdy zgodzi się, że te zespoły wyglądały naprawdę dobrze. Gra każdej z wymienionych reprezentacji była płynna, dynamiczna i naprawdę cieszyła oko kibica. A kluczowi piłkarze tych ekip na co dzień grają w Europie. Nie możemy zwalić całej winy na zmęczenie sezonem, skoro piłkarze z drużyn spoza Starego Kontynentu mają siły na grę na najwyższych obrotach.

Najbardziej prawdopodobne jest to, że ekipy z Europy jeszcze nie dostosowały się do warunków panujących w Ameryce Północnej. Do tego na ich grę może wpływać jeszcze to, że w zasadzie UEFA zamknęła się na wewnętrzne mecze poprzez Ligę Narodów. To sprawia, że zniknęła część meczów towarzyskich i europejskie reprezentacje grają znacznie mniej spotkań z przedstawicielami innych stref.

To będzie najsłabszy mundial Europy? Niekoniecznie

Europa zalicza nie najlepszy start w mundial. Nie oznacza to, że będziemy musieli najadać się więcej wstydu za przedstawicieli UEFA. Po pierwsze przypominamy, że przy zmianie liczby uczestników do fazy pucharowej może awansować po trzy reprezentacje z każdej grupy. Po drugie wydaje nam się, że ekipy ze Starego Kontynentu będą wyciągały więcej wniosków z 1. kolejki. A po trzecie mecz Anglii z Chorwacją pokazał, że jest jeszcze sporo siły w europejskiej piłce.

Patrząc na wcześniejsze mundiale, to w XXI wieku w strefie medalowej tylko trzykrotnie było mniej niż trzech przedstawicieli Europy. Wciąż ekipy ze strefy UEFA mają siłę i odpowiednie warunki na to, aby poprawić się w dalszej części turnieju. Oczywiście nie będzie to dotyczyć wszystkich drużyn, ale wciąż wszystkie zespoły są w grze o awans. Na pewno te czołowe ekipy jeszcze się poprawią, ale patrząc na odważną grę zespołów z innych stref, to jednak Europejczycy muszą mieć się na baczności. Bardzo kluczowe będą spotkania 1/16 finału.

A poza tym przypomnijmy ostatni mundial w Katarze. W nim na końcu triumfowała Argentyna, która zaczęła od sensacyjnej porażki z Arabią Saudyjską. Pamiętajmy, że nie ważne jest to, jak się zaczyna, a jak kończy. I nie będzie zaskoczeń, jak od ćwierćfinałów będą przeważali przedstawiciele Europy. A czy tak będzie? Czas pokaże.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze